słoneczne myśli o polskiej koszykówce w ogóle i koszykówce dziewcząt w szczególności
Blog > Komentarze do wpisu

równia pochyła

Wczoraj na szybko nadrobiłem trochę zaległości. By nie dopuścić do następnych spieszę z kolejnym wpisem ;). Po wczorajszym wywiązało się dziś kilka ciekawych rozmów. W jednej z nich zarzucono mi przemawiające przeze mnie rozżalenie. Wiem, że wiele osób może to tak postrzegać. „Chłopu się nie powiodło w Warszawie to teraz pluje jadem". Nikomu nie mogę zabronić tak myśleć. Trzeba jednak pamiętać, że to ja rozwiązałem umowę z PZKosz a nie odwrotnie. Moja umowa przewidywała dość długie wypowiedzenie, więc mogłem trwać w Warszawie i pobierać kolejne pensyjki (a przynajmniej wystawiać faktury ;) ). Dla mnie zawsze jednak najważniejsza była możliwość realizowania swoich pomysłów i wizji. Tego, mimo zapewnień, nie zagwarantowano mi w Warszawie.

Od początku miałem obawy, że Grzegorz Bachański nie będzie potrafił przeprowadzić w Związku szybkich zmian. Ta „miękkość" Grzegorza była jednym z głównych argumentów jego oponentów. Receptą miała być grupa osób odpowiedzialnych za poszczególne sektory działalności Związku. Nie będę tu szermował hasłem „młodych", ale przynajmniej niezbyt jeszcze zmęczonych życiem, reprezentujących nowoczesny sposób działania, przebojowych i wyposażonych w daleko idące plenipotencje przez Zarząd. Tak miało być... Tak się jednak nie stało. Zarząd, który miał być swoistą „radą mędrców", od początku zaczął wtrącać się do bieżącej działalności. Niezależność Biura szybko okazała się fikcją. Nawet Marcin Widomski otrzymał tylko minimalnie szersze kompetencję niż jego poprzednik. Prezes nie potrafił oprzeć się ingerencjom członków Zarządu w bieżące działania, nie potrafił się też oprzeć jeżdżeniu po kraju i obiecywaniu „złotych gór".

Przykładem może być Cetniewo. SMS PZKosz Cetniewo to budżet w wysokości 1,5-1,7 miliona złotych. MSiT dokłada do tego 800.000, kolejne 250-300 tysięcy pochodzi z subwencji oświatowej. Resztę musi wyłożyć Związek, bo o czesnym w tej skali nie warto mówić. W dodatku sytuacja prawna Związku (przeciągnięta kadencja) dały Ministerstwu pretekst do zabrania części pieniędzy. SMS zaczął, więc od długów. Główną sprężyną zadłużenia były jednak wynagrodzenia kadry trenerskiej, do których PZKosz dopłacał rocznie ok. 300.000 złotych. W pierwszym miesiącu urzędowania udałem się, więc do Cetniewa i zapowiedziałem redukcję wynagrodzeń, które i tak nie miały realnych szans zostać wypłacone. Spotkało się to z ostrą reakcją trenerów, w efekcie kilkanaście dni później pojechał tam Prezes Bachański i obiecał im utrzymanie dotychczasowych warunków. Jedyną oszczędnością było odejście Tomka Niedbalskiego i zatrudnienie w to miejsce Dawida Mazura za dokładnie połowę wynagrodzenia. Teraz czytam, że odejście Tomka Jankowskiego to efekt oszczędności w szkole. Pytam więc czemu teraz? Czemu czekano z tym ponad pół roku? To przecież lekko licząc około 150.000 złotych.

Czemu za ceną utraty wartościowego człowieka? Może spokojna zmiana pozwoliłaby „Jankesowi" dalej pracować. Bardzo cenię Tomasza Jankowskiego. To człowiek o silnym charakterze i, co dość rzadkie w światku trenerskim, osoba potrafiąca stworzyć spójny plan organizacyjno-szkoleniowy. Wraz z Romanem Skrzeczem tworzyli świetny duet koordynatorów szkolenia. Wielokrotnie nie zgadzałem się z ich wizją, ale zawsze szanowałem pracę, jaką wykonywali. W tamtych czasach często nie mieli siły przebicia by przeforsować swoje pomysły. Mam raczej negatywny stosunek do SMS-ów, jako takich, ale nie sposób nie docenić, że i Tomasz i Roman zrobili wiele by były one możliwie najlepsze. Strasznie żałuję, że Tomasz zrezygnował. Trudno będzie znaleźć człowieka o podobnym potencjale na to miejsce.

Po Tomku pozostanie plan pracy dla kadr wojewódzkich. Jak ważny to element przekonałem się dziś, gdy otrzymałem od nowego koordynatora szkolenia męskiego materiał na przyszły rok. Jest on nieudolną przeróbką materiału Tomasza i Romana. Nieudolną nie tylko merytorycznie, ale głownie redakcyjnie. Rozumiem, że przekopiowanie dokumentu z formatu pdf do Worda nie jest proste, ale to co otrzymałem to ja bym się wstydził komuś wysłać. Zupełnie mnie to jednak nie zaskoczyło. Bo Ryszard Pietruszak jest koordynatorem szkolenia męskiego głownie dlatego, że nie wiadomo było, co z nim zrobić. Szukając pozornych oszczędności w SMS Łomianki przesunięto go do pracy w biurze PZKosz. Wykładnikiem tego ruchu jest kolosalna różnica między pionem żeńskim i męskim, jeżeli chodzi o organizację szkolenia.

Ta decyzja personalna jak też kilka innych najlepiej dowodzi, że Grzegorz Bachański nie czytał w młodości „Ojca Chrzestnego" . Tam stary Don poucza syna, że najważniejszą umiejętnością jest mówić ludziom „nie". Bez tej cechy nie da się rządzić. Nikt nie lubi ludzi zwalniać ani obcinać im wynagrodzeń, w agonalnej sytuacji firmy jest to jednak niezbędne.

„Miękkość" nowych władz wychodzi nie tylko na tym polu. Od lat problemem polskiej koszykówki są dość wątłe struktury regionalne. Różnice między poszczególnymi regionami (województwami) są nie tylko sportowe, ale głownie organizacyjne. Nie chcę tu robić przykrości moim kolegom z innych wojewódzkich Związków, ale wiele z nich to rachityczne organizacje o minimalnych budżetach i niewielkim zakresie działalności. Ciężko koszykówkę zrobić z Warszawy. Silne struktury regionalne były jednym ze sztandarowych haseł nowej ekipy. I co? I nic! Podobnie jak poprzednicy „Nowy PZKosz" nic nie zrobił w tym względzie. Ktoś powie, że to brak pieniędzy... Nieprawda! Nie zrobił nic. Nie zaproponował żadnych nowych rozwiązań, nie aktywizował tych środowisk, nie poprowadził nawet panelu dyskusyjnego gdzie można by słabszym regionom podpowiedzieć skąd brać pieniądze.

Najlepszym przykładem tego braku koncepcji współpracy z województwami są ostatnie działania. Najpierw zupełnie nieprzygotowane spotkanie Prezesów WZKosz. Tematyka ogólna, wiele pustych słów. W ramach omówienia sytuacji Związku pokazano im bilans za rok 2010 – w październiku 2011 (sic!). Potem powołano Komisję Szkolenia Młodzieżowego, która do dziś ani razu się nie spotkała. Teraz odbyło się spotkanie z ludźmi odpowiedzialnymi za szkolenie, na którym nie chciano wysłuchać żadnej propozycji drugiej strony. Zaczynam się zastanawiać czy silne struktury regionalne są władzom PZKosz potrzebne? Przecież tak jest łatwiej. Można się dogadać z Prezesami największych Związków i... już. A dogadać się dość łatwo, pokazał to już Roman Ludwiczuk zyskując poparcie dwóch regionów tylko tym, że ich Prezesi wręczyli „Złote Kosze".

„Złote Kosze" to kolejny przykład równi pochyłej. Jakbym nie kpił z gal organizowanych przez poprzedniego Prezesa, to jednak dla wyróżnionych miało to swoją wagę. Zła nie była Gala czy Nagroda a jedynie jednoosobowy sposób jej przyznawania. Teraz „Złotych Koszy" nie ma. Czyżby tej Gali nie udało się ukryć w kosztach PLK? Bo przecież coraz więcej działań PZKosz finansowanych jest z tego źródła.

Zawsze byłem „związkowcem" i do końca nie trafia do mnie idea spółek powołanych do Zarządzania rozgrywkami ligowymi. Ta idea miałaby sens gdyby Związek na tym zarabiał. Oddaje prawa do części swojej działalności w zamian za opłatę oraz część praw marketingowych. Tak jak FIBA przekazuje prawa do Mistrzostw Europy. Jak Spółka robi to źle to zmieniamy operatora. Jeżeli dziś Tomasz Pacesas chce nowej ligi to niech powoła spółkę i wystąpi do PZKosz o licencję... i niech wygra lepszy.

PZKosz nie ma jednak koncepcji swojego funkcjonowania. Dla mnie to zwykły biznes. Na działalność potrzeba przykładowe 100.000 z Ministerstwa dostajemy 10.000, z rozgrywek niższych klas pozyskujemy 10.000 to skądś trzeba pozyskać 80.000, jeżeli z lig zawodowych 50.000 to od sponsora 30.000, lub odwrotnie. PZKosz liczy jednak na cud. Na mannę z nieba. Dlatego wszystkie opłaty brane są z... choinki (żeby było świątecznie). Bezsensem jest oddawanie lig zawodowych w zarządzanie spółkom, które płacą do PZKosz mniej niż uzyskałby on sam prowadząc te rozgrywki. Może jednak za dużo wymagam, logika biznesu nie jest przecież domeną świata sportu. Może faktycznie trzeba czekać na łaskę polityków... tylko, jeżeli tak to poprzedni Prezes PZKosz był w tym zdecydowanie skuteczniejszy. 

środa, 21 grudnia 2011, antyblog3