Menu

KOSZYKARSKI ANTYBLOG

słoneczne myśli o polskiej koszykówce w ogóle i koszykówce dziewcząt w szczególności

oby nam się...

antyblog3

Zjazd zjazdem, wybory wyborami, a życie toczy się dalej i po prostu trzeba dalej robić swoje ;). Od wyborów minęło już sporo czasu i nie wiem doprawdy czy warto wracać do tego wydarzenia. Z kronikarskiego obowiązku pokuszę się jednak o kilka refleksji. Prawo demokracji jest takie, że to większość decyduje, co dobre a co złe. Większość okazała się być zadowoloną z pracy Grzegorza Bachańskiego i jego ekipy. Nie podzielam zdania większości, ale oczywiście je szanuję. Mam nieodparte uczucie, że zmarnowaliśmy szansę by zrobić znaczący krok do przodu, ale bez woli większości nie jest to możliwe. Gratuluję, więc Grześkowi wyboru, doceniam pracę, jaką włożył w kampanię wyborczą. Mam nadzieję, że teraz, gdy nie będzie już zaskoczenia spuścizną poprzednika, nic nie będzie stało na przeszkodzie by osiągać zapowiadane sukcesy.

 

Zawsze byłem zwolennikiem tezy, że im lepiej tym lepiej ;). Jeżeli PZKosz będzie w lepszej sytuacji, jeżeli nasze kadry odnosić będą sukcesy to nam na dole też będzie łatwiej pracować. Gdy dzień po wyborach dzwonił do mnie jeden z dziennikarzy z prośbą o komentarz, to jasno stwierdziłem, że czas wyborów minął, trzeba szanować decyzje większości i robić swoje. Program, jaki Grzegorz zaprezentował na zjeździe nie budzi mojego sprzeciwu, to w końcu ten program, z którym razem szliśmy do wyborów cztery lata temu. Obawiam się jedynie o jego realizację, bo cztery poprzednie lata nie były w tym względzie specjalnie udane. Z uwagą słuchałem zjazdowej dyskusji, która jak na nasze standardy była nawet dość okazała. Mam swoją wizję drogi rozwoju polskiej koszykówki. Nie zgadzam się z Panem Jasińskim, że zobowiązania długoterminowe są lepsze od krótkoterminowych. W biznesie bez wątpienia tak, w stowarzyszeniu wolę jednak bilansowanie wydatków od złudnego komfortu, jaki dają kredyty. Obligacje trzeba będzie wykupić, a wydano je na konsumpcję nie na inwestycje. To jednak na szczęście nie mój problem i Ci, którzy obrali tą drogę będą się musieli z nią zmierzyć.

Martwi mnie, że mimo deklarowanej chęci współpracy nie znalazło się miejsce w Zarządzie dla tak znaczącej w polskiej koszykówce postaci jak Maciej Zieliński. Wiem, że napięte do granic możliwości obietnice koalicyjne na to nie pozwalały, ale myślę, że nie stać polskiej koszykówki na pozostawianie na marginesie takich ludzi. Skład Zarządu PZKosz to zresztą osobny temat. Martwi mnie, że tak mało jest tam osób dynamicznych i kreatywnych. Martwi mnie że średnia wieku Zarządu niebezpiecznie ociera się o granicę wieku emerytalnego. Czy naprawdę nie w Polsce młodych ludzi dobrze przygotowanych do zarządzania sportem? Szanuję siwe włosy, ale mam poważne obawy czy ludzie Ci potrafią sprawić by nasz Związek rozwijał się tak dynamicznie by dogonić uciekających konkurentów. Wydawało mi się, że te wybory są szansą stworzenia Zarządu, który mógłby wprowadzić koszykówkę na nowe tory.

Martwi mnie, że znów w Zarządzie zabrakło miejsca dla trenerów. Są wprawdzie Zdzisław Kassyk i Kazimierz Wierzbicki, ale obaj z zawodem pożegnali się już lata temu. Obaj też raczej nie mają pojęcia o nowoczesnych systemach szkolenia. Szkoda, bo sfera szkoleniowa, jak żadna inna wymaga nowych pomysłów. Trudno nie docenić, że wiele się w ostatnim roku w tym względzie zmieniło, ale też trudno nie zauważać jak wiele nam jeszcze brakuje do normalności. Cieszę się, że w Zarządzie znaleźli się Marcin Staniczek i Grzegorz Potęga. Trudno nie zauważyć jak wiele dobrego dzieje się w ich okręgach. W sumie z Zarządem jak z drużyną koszykówki, ważny jest potencjał graczy, ale ważniejsza jest praca zespołowa. Jak to będzie wyglądać w tym Zarządzie, po owocach ich poznamy ;).

Martwi mnie cały czas mały udział trenerów w życiu Polskiego Związku Koszykówki. Przeraża mnie dominująca w naszym środowisku postawa, polegająca na krytykowaniu wszystkiego wokół i równocześnie całkowitym braku zainteresowania działaniami zmierzającymi do zmiany obecnego stanu rzeczy. Na zjeździe było bardzo mało trenerów. Praktycznie nikt z nich nie zabrał głosu. Nie bawiłem się w analizy, ale było ich zdecydowanie mniej niż komisarzy i sędziów. Jest to o tyle dziwne, że uczestników zebrania wybierają bezpośrednio lub pośrednio kluby. Na żadnym etapie wyboru władz polskiej koszykówki głosu nie mają ani sędziowie ani komisarze, to więc, że pojawiają się na Walnym Zebraniu jest decyzją klubów, czyli przeważnie trenerów. Rozmawiałem o tym z wieloma kolegami z Polski i absolutnie nie mogę zrozumieć jak można coś krytykować, z czymś się nie zgadzać, po czym mając na to wpływ, nic nie robić… Wyrosłem już chyba jednak z donkichoterii, nie chcę mi się już walczyć z wiatrakami. Nie jest moim zadaniem uzdrawianie polskiej koszykówki, szczególnie uzdrawianie jej wbrew jej samej ;). Trzeba spokojnie robić swoje, licząc na to, że kiedyś inni też zechcą iść w tym kierunku.

Wiele osób powie, że przegraliśmy te wybory. Pewnie będą mieli rację, ale podobnie jak na koszykarskim parkiecie, tak w związkowej polityce nie interesuje mnie wygrana za wszelką cenę. Odrzuca mnie myśl by oszukiwać, kłamać, szantażować… byle tylko wygrać. Zawsze uważałem, że posiadanie władzy ma czemuś służyć. By zaś robić to, co się uważa za słuszne, potrzebne jest poparcie ludzi, którzy tę koszykówkę robią na co dzień. Poparcie codzienne, a nie tylko na wyborach. Poparcie dla By osiągać wytyczone cele, rządzący muszą mieć wspólną ideę, wspólną wizję i rozumieć, że bycie w Zarządzie stowarzyszenia ma służyć stowarzyszeniu, a nie partykularnym interesom członków Zarządu. Tego udało się dokonać na Pomorzu i z tego jesteśmy dumni. Mam nadzieję, że Grzegorzowi i nowo wybranemu Zarządowi też się to uda.

Zbliżające się Święta i Nowy rok skłaniają do patrzenia w przyszłość i wspominania głównie dobrych chwil z przeszłości. Tak też chcę dziś patrzeć na polską koszykówkę. Będę uważnie obserwował działania nowych-starych władz. Będę krytykował to, co wyda mi się złe i chwalił to, co uważam za dobre. Mój charakter sprawi, że zapewne więcej będzie krytyki niż pochwał, ale zawsze uważałem, że krytyka jest bardziej kreatywna. Będę się starał, by była to krytyka konstruktywna. Marek Pałus z trybuny zjazdowej zarzucił mi, że krytykuję a nie podaję rozwiązań. Marku, tu nie ma prostych i jedynie słusznych rozwiązań. Dlatego tak ważnym elementem jest dyskusja, wymiana podlądów i doświadczeń. Wydaje mi się jednak, że nawet na tym blogu kilka konkretnych rozwiązań podpowiadałem. Marek zarzucił mi, że miałem szansę robienia i z niej zrezygnowałem. To nie do końca prawda. Prawdą jest, że byłem przez cztery miesiące Dyrektorem Sportowym i sam z tej funkcji zrezygnowałem. Zrezygnowałem, bo wierzę w pracę zespołową, jeżeli Zarząd chciał iść inną drogą to nie widziałem sensu forsowania jakiś rozwiązań wbrew ich woli.

Życzę Grzegorzowi i nowemu Zarządowi by nie tracili siły na wewnętrzne starcia. By konsekwentnie realizowali swoją wizję koszykówki (nawet, jeżeli jest ona sprzeczna z moją ;) ). Życzę otwartości, otwartości na konstruktywną krytykę, otwartości na głosy z różnych środowisk. Oby obrana przez nich droga okazała się słuszna. Z miłą chęcią przyznam, że nie miałem racji, o ile będzie to znaczyło, że polska koszykówka odniosła sukces. Pamiętajmy, że dobry zespół to nie jest towarzystwo wzajemnej adoracji, trudne charaktery i silne osobowości potrzebne są nie tylko pod koszem, ale wszędzie tam gdzie trzeba kreatywności i rozwoju. Pamiętajmy, że jesteśmy w miejscu gdzie nie stać nas na wewnętrzne walki. Mamy wspólny interes i wspólnie starajmy się do niego dążyć. Oby ten rok przyniósł polskiej koszykówki duży krok we właściwym kierunku…

 

© KOSZYKARSKI ANTYBLOG
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci