Menu

KOSZYKARSKI ANTYBLOG

słoneczne myśli o polskiej koszykówce w ogóle i koszykówce dziewcząt w szczególności

System, sukces, szczerość... i takie tam

antyblog3

Kiedyś już o tym pisałem, jesteśmy mistrzami w wynajdywaniu wytłumaczeń dla własnej nieudolności. Bawią mnie ciągłe tłumaczenia porażek różnymi okolicznościami. Śmieszy mnie słuchanie, że inni odnoszą sukcesy, bo mają jakieś niedostępne innym bonusy. Nudzi mnie słuchanie, że sukcesy pomorskiej koszykówki zawdzięczamy tłumom kupnych graczy. Bawi mnie, że mówią to Ci sami ludzie, którzy wychwalają za szkolenie takie kluby jak Trefl, Rosa czy nieistniejąca Polonia 2011. Kluby specjalizujące się właśnie w sprowadzaniu graczy z całej Polski. Bawi mnie, że Ci sami ludzie usiłują nie zauważyć, że w każdej młodzieżowej kadrze Polski znaczący procent stanowią wychowankowie pomorskich klubów. Kiedyś Piotr Kwiatkowski pytał mnie o efektywność naszego programu kadr wojewódzkich, chciał go oceniać przez pryzmat ilości graczy na ekstraklasowych parkietach. Wtedy gracze Ci mieli dopiero po 16-17 lat. Teraz najstarsi mają po 21 lat i wielu z nich gra w ekstraklasie – Naczk, Jakubiuk, Wilk, Radwański, Szymkiewicz, Borowski, Witliński, Dzierżak, Żołnierewicz to tylko część z nich. Nasze drużyny zawsze startują w komplecie w fazie centralnej, Większość z nich dociera do drugiej rundy. W finałach przeważnie mamy swoich reprezentantów wielu z nich zdobywa medale. W zeszłym roku zdobyliśmy 7 medali na 30 możliwych to 23% a przecież „przydziałowo” wypada na nas nieco ponad 6%. W tym roku mamy w dorobku już 4 medale na 12 możliwych do zdobycia. Tego wszystkiego nie da się tak łatwo wytłumaczyć. Zamiast więc szukać „drugiego dna” lepiej uczyć się od lepszych i brać się do roboty!

 

Koszykówka jest od wielu lat pasją mojego życia. Nie będę tu uprawiał kombatanctwa, ale w koszykówce byłym już chyba każdym… zawodnikiem, trenerem, sędzią, działaczem, marketingowcem, dziennikarzem… Ta znajomość różnych płaszczyzn funkcjonowania koszykówki jest dla mnie bezcenna. Sam wiem najlepiej ile mi się udało osiągnąć z tego, co planowałem. Jak nikt inny wiem ile rzeczy mi się nie udało zrobić, nigdy jednak nie starałem się szukać „obiektywnych” wytłumaczeń. Najłatwiej jest zwalić na innych i chodzić w glorii tego, co chce… tylko mu nie dają. Ja wolę działać niż opowiadać jak to inni mi nie dają działać ;). Mój blog zawsze był kontrowersyjny. Nic w tym dziwnego… jest w końcu mój ;). Nigdy nie starałem się zanadto owijać w bawełnę, z wiekiem wprawdzie nieco łagodnieję i mam więcej dystansu, ale okazuje się, że nie aż tyle ile by niektórzy oczekiwali. Podobno wiele kontrowersji wywołały moje wpisy o Zdzisławie Kassyku. Dla jasności sytuacji, ja bardzo szanuję Pana Zdzisława, szanuję to, co zrobił dla polskiej koszykówki, jak jednak śpiewał Perfect „trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść…”. Z prawdziwą troską patrzę na upadek małopolskiej koszykówki. Fatalna gra na OOM, brak kompletu drużyn chcących grać w fazie centralnej U-16 kobiet i U-14 kobiet. Ktoś mądry spytał mnie ostatnio… co mnie to obchodzi, to przecież nie mój problem. Niby nie mój, ale w i tak słabej kondycji polskiego basketu szkoda tracić kolejny region o tak wspaniałych tradycjach.

 Ta sam mądra osoba zwróciła mi też uwagę, że moje kontrowersyjne wypowiedzi sprawiają, że część decydentów nie chce ze mną współpracować. Cóż powiedzieć… trudno. Wiem, że fajniej jest pracować z lizusami i potakiewiczami. Pytanie brzmi czy jest to także efektywniejsze? Zawsze powtarzam, że prawdziwie mądrych ludzi poznaje się po tym jak reagują na krytykę. Można się oczywiście obrazić i zamknąć na wszelkie tego typu uwagi. Można też przeanalizować zdanie krytyków i skorygować kierunek działań. Wybór należy do krytykowanego ;). Wydaje mi się, że nie używam argumentów ad personam, nie oceniam ludzi tylko działania. Staram się też zazwyczaj mówić, jakie decyzje należy moim zdaniem podjąć, a nie tylko oceniać, że te podjęte przez innych są „głupie”. Nie boję się mówić prawdy prosto w oczy. Wiem z własnego doświadczenia, że taka krytyka boli i nie dziwię się, że często wywołuje wewnętrzny sprzeciw, ale jeżeli chce się osiągać sukcesy to trzeba się przełamać i zastanowić ile w takiej krytyce jest racji.

Wiem, że siła pomorskiej koszykówki to nie moja zasługa. Zawsze twierdziłem, że sukces ma wielu ojców, ten sukces zaś ma ich wyjątkowo wielu. Każdy musiał zrobić swoje. Cieszę się, że pracuję w regionie gdzie udało się stworzyć zespół ludzi, którzy chcą pracować razem i razem dążą do tego samego celu. Cieszę się, że jest tu tak dużo trenerów i działaczy, którzy, na co dzień budują podstawy koszykówki. Nie umniejszając roli twórców i animatorów naszych klubów ligowych, ale obecna pozycja pomorskiej koszykówki nie byłaby możliwa bez rzeszy anonimowych często ludzi, którzy organizują ligi amatorskie, prowadzą szkolenie młodzieżowe, budują podstawy naszej koszykarskiej piramidy. Jestem dumny, że w miarę moich skromnych możliwości mogę im w tej pracy pomagać. Mimo wszystko uważam, że POZKosz organizując występy kadr Pomorza w EYBL, tworząc profesjonalną platformę internetową do prowadzenia rozgrywek i publikacji wyników na stronie, propagując koszykówkę przez POZKosz.tv, finansując część kosztów rozgrywek U-10 i U-11 oraz dofinansowując występy naszych drużyn w fazie centralnej Mistrzostw Polski - dokłada swoją cegiełkę do budowy siły pomorskiej koszykówki. Być może moglibyśmy robić więcej. Bardzo chętnie byśmy wymienili się doświadczeniami z innymi okręgami. PZKosz nie chce jednak organizować takich spotkań, a organizacja ich przez któryś z okręgów jest często torpedowana, jako akcja „polityczna”.

Mam wiele uwag do działania PZKosz, ale staram się by zawsze była to konstruktywna polemika. Mam swoje poglądy, staram się też jak najczęściej rozmawiać z innymi ludźmi polskiej koszykówki. Zawsze staram się znaleźć czas, gdy ktoś ma jakiś pomysły nasza dyscyplina mogła się lepiej rozwijać. Strona finansowa takich pomysłów zawsze jest dla mnie drugorzędna. Zawsze uważałem, że jeżeli trzeba coś zrobić, to muszą się znaleźć na to pieniądze. „Zibi” w swoim podsumowaniu OOM wymienił kadrę Pomorza, jako najlepiej ubraną, ktoś mnie spytał skąd mamy na to pieniądze.. czy to ważne? Nasza kadra musi być odpowiednio wyposażona, te dzieciaki zasługują na to, reprezentują przecież nasz region! Zasługują na to nasi partnerzy, dzięki którym możemy działać, pieniądze na to MUSZĄ się znaleźć. Tak samo jest z rozgrywkami najmłodszych. Tak samo jest z rozgrywkami EYBL. Sens istnienia POZKosz bez tych przedsięwzięć byłby wątpliwy.

Dlatego budzi mój wewnętrzny sprzeciw polityka PZKosz zasklepiająca się tylko w robieniu rzeczy finansowanych przez MSiT. Idea SMOK-ów mnie nie przekonuje. Oczywiście to pożyteczny program, ale nie widzę szansy by znacząco wpłynął na pozycję polskiej koszykówki. Już jutro w PZKosz spotkanie w sprawie GOSSM. Wracamy do programu przerwanego przed rokiem. Tym razem mają być to ośrodki stacjonarne. Nie jestem przekonany do tej idei. Uważam, że ma ona wiele słabych punktów. Chyba lepiej byłoby walczyć o system konsultacyjny. Czy można od września ruszyć z tym programem, choć mamy połowę kwietnia? Jutro będzie okazja poznać zdanie innych.

Daleki jestem od krytykowania wszystkich działań PZKosz. Cieszę się, że nasze kadry narodowe wcześniej zaczynają szkolenie, choć mam swoje zastrzeżenia do skuteczności tak wczesnej selekcji przy relatywnie późnym rozpoczynaniu szkolenia w naszym kraju. W dobrą stronę idą regulacje ułatwiające szkolenie trenerów. Dobrym ruchem jest wcześniejsze nominowanie trenerów kadr narodowych. Mam nadzieję, że stabilizują się finanse Związku. Martwi mnie jednak, że ciągle koszykówkę centralizujemy zamiast poszerzać jej podstawę. Mam nieodparte wrażenie, że PZKosz ciągle miota się i usiłuje podjąć wszystkie pomysły, jakie rzuca MSiT. W końcu, gdy przeanalizować choćby trzy programy: kadr wojewódzkich, SMOK i GOSSM trudno nie zauważyć, że wszystkie one nakładają się na siebie. Sens współistnienia gimnazjalnych OSSM i Gimnazjów w strukturze SMOK jest dla mnie niezrozumiały, tym bardziej dziwi mnie nakładanie obu tych programów i kadr wojewódzkich…

Od zawsze powtarzam, że powinniśmy zacząć od stworzenia systemu realizującego nasze potrzeby, przystosowanego do naszych realiów i potem przekonać do jego finansowania odpowiednie podmioty. Wiem jak trudno rozmawia się z urzędnikami z Senatorskiej, ale wiem też, że spójny system szkolenia bardzo ułatwia takie rozmowy. Przytakiwanie ministerialnym pomysłom jest dobre na krótką metę, na dłuższą metę sprawia jednak, że ministerialne pomysły są coraz dalsze od specyfiki gier zespołowych. Niestety my wolimy zasłaniać się ministerialnymi wytycznymi i tworzyć systemowego potworka złożonego z wzajemnie niedopasowanych elementów. Zaletą tego potworka jest pozornie łatwe finansowanie i złudny atut centralnego kierowania. Jak zwykle nie zadajemy sobie trudu by analizować efektywność poszczególnych elementów systemu. SMS jest dobry i basta, kadry wojewódzkie są złe, bo są złe. Obawiam się, że z takim podejściem do szkolenia nie zajedziemy zbyt daleko…

© KOSZYKARSKI ANTYBLOG
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci