Menu

KOSZYKARSKI ANTYBLOG

słoneczne myśli o polskiej koszykówce w ogóle i koszykówce dziewcząt w szczególności

Sukces, nie sukces...

antyblog3

Czytam sobie opinie po zakończeniu występów w Eurobaskecie przez reprezentację Polski. Muszę przyznać, że jedno się udało ostatnim Zarządom PZKosz, brak kompromitacji uważany jest za sukces! Udało się tak obniżyć oczekiwania, że niedługo będziemy się cieszyć z tego, że nasza reprezentacja w ogóle wybiegła na boisko ;).

W swojej strategii rozwoju dyscypliny 2013-2016 wyraźnie wskazano, jako cel, awans obu naszych reprezentacji do Igrzysk Olimpijskich. Ten cel wyznaczył sobie Polski Związek Koszykówki, jak więc dziś, gdy obie nasze kadry straciły szansę na udział w Igrzyskach, można mówić o dobrej ocenie ich występów? Pomijam fakt, że wyznaczanie sobie takich celów jest dość dziwne w sytuacji, gdy od osiemnastu lat nasza kadra nie potrafi awansować do pierwszej ósemki w Europie. Faktem natomiast pozostaje, że występ naszej kadry pozostał anonimowy dla większości Polaków niebędących fanami koszykówki. Dla przeciętnego kibica nie liczy się „wyjście z grupy”, nie liczy się „piękna porażka” w 1/8 finału. Dla przeciętnego odbiorcy liczą się medale, no może, chociaż kwalifikacja do jakiegoś kolejnego turnieju. Polska kadra niczego takiego nie osiągnęła. Porażka w niezłym stylu to nadal porażka, a chęć walki i zaangażowanie to nie zaleta a obowiązek każdego reprezentanta Polski!

Nie oznacza to, że występ naszej reprezentacji należy oceniać bardzo źle. Było sporo emocji, chwila nadziei, długie fragmenty dobrego basketu, jeżeli jednak wynik reprezentacji ma być kołem zamachowym dla polskiej koszykówki to 1/8 finału nie jest wynikiem satysfakcjonującym. Co gorsza perspektywy wcale nie są tak różowe jak usiłują nam wmawiać decydenci z PZKosz. Nasz zespół miał średnią wieku 27,3 czyli bardzo podobną do Francji (27,5), Hiszpanii (27,9), Litwy (27,6) a wyższą od Włoch (26,8), Serbii (25,9) czy Łotwy (26,4). W dodatku za większością tych krajów stoją stabilne wyniki młodzieżowe, których my niestety nie mamy. Hiszpania w Mistrzostwach Europy U-20 w ostatnich 3 latach zdobyła dwa srebra i brąz; Serbia – złoto i brąz; Turcja – złoto i brąz; Włochy – złoto, Łotwa – srebro… Dla przypomnienia Polska na tych turniejach była: dwudziesta pierwsza, dziewiąta i czternasta. W drafcie NBA w ostatnich trzech latach było 32 graczy z Europy (z 16 krajów) z Polski nie było nikogo, choć swoich przedstawicieli miały tam Szwajcaria, Finlandia, Szwecja, Czarnogóra czy Ukraina. W poprzednim sezonie w NBA grał jeden Polak a z Europy występowało 57 graczy reprezentujących 21 krajów (nie licząc graczy naturalizowanych).Te cyfry nie wróżą nam nic dobrego. Pocieszamy się ciągle programem „dwóch Polaków na parkiecie TBL”, nie ma jednak danych by program ten coś wnosił. Najlepsi gracze naszej kadry w komplecie grali ostatni sezon poza PLK.

Polska koszykówka nie jest o krok za Hiszpanią. W euforii po kolejnej „pięknej” porażce zapominamy, że nie dość, że kadra Hiszpanii w tym turnieju gra bez kilku czołowych graczy to jeszcze w tym meczu grała bez Fernandeza. Mimo to Hiszpanie wygrali ten mecz i to wygrali go pewnie. Przeczytałem ze zdziwieniem, że świadczy to o różnicy odrobionej do Hiszpanii i o słusznym kierunku, jaki z tego wynika… Warto przypomnieć, że w 2011 roku na Litwie (bez Marcina Gortata) ulegliśmy Hiszpanii tylko 78:83… czy naprawdę warto z tego wywodzić jakieś tezy? Porażka jest porażką i nigdy nie należy się z niej cieszyć. Uleganie takim pokusom prowadzi do stagnacji i średniactwa.

Te mistrzostwa pokazują, że faworyci nie zawsze muszą wygrywać. To jednak tylko jeden turniej. Polska koszykówka potrzebuje zmian. Nie można potrzeć na mecze we Francji bez perspektywy wyników młodzieżowych i wyników kadry żeńskiej. Całościowy obraz dopiero oddaje nasze miejsce w Europie. Kadry młodzieżowe w przeważającej większości w Dywizji B, kadra żeńska bez zwycięstwa na Eurobaskecie. Czy naprawdę coś tu napawa optymizmem? Czy naprawdę nie mamy nic do poprawy? Grzegorz woli mówić o pozytywach i zaklinać rzeczywistość. Czy to obawa przed pytaniem, kto jest winny tych porażek? Jakiś czas temu w przypływie euforii stwierdził, że teraz bierze odpowiedzialność za szkolenie młodzieżowe… i co z tą odpowiedzialnością? Ostatnie decyzje kadrowe PZKosz nie wskazują na jakąkolwiek odpowiedzialność. Dyrektor sportowy, za którego kadencji nasza młodzież nie odniosła żadnych sukcesów dostaje posadę trenera głównego SMS PZKosz… skoro był złym dyrektorem sportowym to będzie dobrym trenerem w SMS? Trenerem kadry kobiet zostaje emerytowany trener z Bułgarii. W dodatku trener bez jakichkolwiek w koszykówce kobiet. To ma być nasza szansa na nowe otwarcie? To ma być ktoś, kto spowoduje, że nasza koszykówka kobiet odbije się od dna? Nie jestem fanem Romana Skrzecza, ale skoro przez ostatnie kilkanaście lat decydowało systemie szkolenia młodzieży w Polsce to może teraz powinien zwieńczyć to szkolenie w pierwszej reprezentacji… a może Iwona Jabłońska, która jako jedyna odnosiła ostatnio sukcesy w Europie. W końcu zawodniczki, które z nią zdobywały medale młodzieżowych Mistrzostw Europy to obecnie trzon reprezentacji… Naprawdę musimy sięgać po kogoś z zagranicy i to takiego kogoś? Zawsze uważałem, że sięganie po zagranicznych specjalistów ma sens tylko wtedy, gdy można się od nich uczyć i nie ma w kraju fachowców tej klasy. Nie mam przekonania, że Taylor i Mołłow spełniają to kryterium.

Jako młody trener dostałem kiedyś biuletyn szkoleniowy PZKosz, w którym była analiza sytuacji w koszykówce po Igrzyskach Olimpijskich w Moskwie. Byłą analiza turnieju, analiza trendów, ocena naszej kadry, charakterystyka czołowych graczy innych kadr. Czy teraz ktoś to robi? Jeżeli tak to, czemu te analizy nie trafiają na dół piramidy szkoleniowej? Czy naprawdę dzień po meczu można już stwierdzić, że trener Taylor to dobry wybór i należy z nim przedłużyć umowę? Czy analizuje się także wyniki młodzieżowe? Czy wynikiem takiej oceny jest skierowanie trenera Niedbalskiego do Cetniewa? Trenera Mariusza Niedbalskiego… to nie ten z WKK! Warto to podkreślić, bo ciągle mam wrażenie, że na Ciołka mylą tych dwóch szkoleniowców ;). Czy ktoś nam powie, czemu znów mamy cztery drużyny w Dywizji B? W jakich elementach odstajemy od Europy, jak szkolić by zniwelować te różnice…

W Człuchowie właśnie zakończyła się Konferencja Szkoleniowa, brali w niej udział między innymi trenerzy żeńskiej kadry U-16 Łotwy, którzy poprowadzili tą reprezentację do awansu do Mistrzostw Świata. Jakoś żaden trener naszej kadry U-16 (a także szef delegacji) nie znalazł czasu by tam przybyć. Nie warto się uczyć od lepszych? Bo nasza żeńska kadra U-16 od kilku lat nie może wejść do pierwszej czwórki Dywizji B.

Długo by można wyzłośliwiać się nad naszą koszykówką. To jednak do niczego nie prowadzi. Krytyka nie powinna przeradzać się w krytykanctwo. Występ naszej kadry we Francji to kroczek we właściwym kierunku, maleńkie światełko w tunelu. To nie koniec drogi tylko początek. Może wreszcie zrozumiemy, że bez zbudowanych solidnych podstaw młodzieżowych nie uda się odnieść spektakularnego sukcesu seniorskiego. Porażki bolą najbardziej, gdy nie wyciąga się z nich wniosków na przyszłość. Oszukiwanie siebie, że porażka jest sukcesem w prostej linii prowadzi do kolejnej porażki. Bez trzeźwej, realnej oceny obecnej sytuacji nie ma mowy o rozwoju. Każdy, kto kiedykolwiek konstruował plan naprawczy jakiegokolwiek przedsięwzięcia wie, że podstawą jest ustalenie punktu wyjścia. Dopiero wtedy można szukać dróg rozwoju.

Od wielu lat mówię, że bez żmudnej pracy u podstaw nie będzie długofalowej poprawy naszej sytuacji. My jednak wolimy oszukiwać się, że jeden sukces reprezentacji seniorskiej zastąpi lata pracy, że jakiś marginalny program (SMOK, GOSSM, Basketmania) zniweluje lata zaniedbań i brak spójnej wizji rozwoju. Decydenci ciągle chcą ścigać się z siatkówką i piłką ręczną na wyniki sportowe, choć przez to marnują naszą ostatnią przewagę, jaką jest popularność w kulturze masowej. Nie robimy nic by się zjednoczyć, by razem wypracować modus operandi na najbliższe lata. Nie chcemy słuchać ludzi, którzy odnoszą sukcesy na dole piramidy, których opinie poparte są wymiernymi efektami, których programy sprawdzają się w praktyce. Wolimy iluzje i wyświechtane slogany. Przyglądam się temu bez satysfakcji, nie cieszy mnie, że znów wizja moich oponentów poniosła porażkę. Wszyscy jedziemy na tym samym wózku i każda porażka PZKosz to także nasza porażka. Na Pomorzu akurat koszykówka ma się jeszcze całkiem nieźle, ale i tu widać, że inne gry zespołowy zaczynają nas doganiać a czasem wyprzedzać. To już chyba naprawdę ostatni dzwonek by coś zmienić. By jednak zmieniać trzeba wreszcie zdjąć różowe okulary, przestać wierzyć w cuda, odważnie spojrzeć prawdzie w oczy… zakasać rękawy i wziąć się do roboty… RAZEM.

© KOSZYKARSKI ANTYBLOG
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci