Menu

KOSZYKARSKI ANTYBLOG

słoneczne myśli o polskiej koszykówce w ogóle i koszykówce dziewcząt w szczególności

Czemu jest źle skoro jest tak dobrze...

antyblog3

Facebook to jednak sadystyczne narzędzie. Polubione strony różnych europejskich federacji kipią od informacji o ich kadrach wyjeżdżających na Mistrzostwa Europy kobiet. Do obrony tytułu gotuje się moja ulubiona Serbia, do powrotu na tron szykują się Rosja, Hiszpania i Francja, wysokie cele mają Słowaczki, Ukrainki i oczywiście Czeszki. Nas tam nie będzie. Na zjeździe Grzegorz Bachański powiedział z trybuny, że „wylosowaliśmy bardzo mocną grupę”… Naprawdę? Naprawdę, to losowanie winne jest naszej absencji na Mistrzostwach? W kuluarach wszyscy krytykują, a wręcz naśmiewają się z naszego „bułgarskiego eksperymentu”. Mimo to eksperyment trwa. Wyniki spotkań towarzyskich pokazują, że zamiast zbliżać, to oddalamy się od europejskiej czołówki. Mimo to jakoś nie słychać by Todor Mołłow miał zakończyć swoją misję. Mistrzostwo Polski ze Ślęzą wywalczył Arek Rusin, Krzysztof Szewczyk podpisał kontrakt i będzie budował potęgę Wisły Kraków. „Za słaby” do pracy z kadrą koszykarek Jacek Winnicki zdobywa srebro w PLK. Co sprawia, że trener dziesiątego zespołu ligi, który w sezonie odniósł CZTERY zwycięstwa jest od nich lepszy? Czy naprawdę polska koszykówka żeńska nie zasługuje na kogoś lepszego? Gdy Zarząd PZKosz wykazywał taką konsekwencję, jak w popieraniu Mołłowa, w budowaniu podstaw naszej koszykarskiej piramidy, to dziś nawet z trenerem Mołłowem moglibyśmy odnosić sukcesy.

Innym tematem jest dziura pokoleniowa. Wiele zawodniczek nie chce grać dla trenera Mołłowa, ale też faktem jest, że wielkie gwiazdy polskiej koszykówki żeńskiej powoli kończą kariery. Skończyła Agnieszka Bibrzycka, kończą też powoli Ewelina Kobryn i Agnieszka Szott-Hejmej. Czemu nie mamy godnych następczyń? Przecież zgodnie ze słowami Prezesa znakomicie pracuje SMS Łomianki, nasza liga stoi na wysokim poziomie a przepis o dwóch Polkach na parkiecie miał być podstawą wielkich sukcesów naszych reprezentacji… Czy ktoś kogoś ma zamiar za to rozliczyć? Czy choć ktoś z kimś się spotka i pomyśli co poszło nie tak? Nie sądzę. Polska koszykówka nie lubi dyskusji nad swoim stanem. Dominuje raczej modus operandi „jakoś to będzie”. Sport jest z samej swojej istoty nieprzewidywalny i my na tą nieprzewidywalność liczymy. Może jakimś cudem uda nam się coś wygrać lub gdzieś awansować. Odtrąbimy wtedy sukces i wszystkich krytykom każemy odszczekiwać swoje zastrzeżenia. Moja wiara w przypadki nie jest tak wielka, zresztą mam też dużo wątpliwości czy jeden przypadkowy sukces może odmienić los polskiej koszykówki. Jakoś bardziej wierzę w ciężką pracę u podstaw, w szkolenie młodzieży, popularyzację dyscypliny…

Marcin Gortat zaraz po zjeździe wygłosił miażdżącą krytykę PZKosz. Wizerunkowo jest to bez wątpienia klęska. Marcin jest jedyną osobą z naszego środowiska, której głos jest szeroko słuchany. Pewnie zaraz się okaże, że gdyby nie słowa Marcina to PZKosz właśnie by podpisał lukratywny kontrakt z jakimś potężnym sponsorem, a może nic się nie okaże. Taktyka władz PZKosz w takich sytuacjach jest niezmienna „psy szczekają karawana idzie dalej”. Można się zgadzać z oceną Marcina Gortata lub nie, ale samo hasło „Trzeba to wszystko wyczyścić i zacząć od podstaw” jest bardzo ogólnikowe. Każdy program naprawczy wymaga realnej analizy stanu posiadania, określenia obecnego poziomu, celów do osiągnięcia, priorytetów w działaniu. My mamy problem już z tym pierwszym. Jak bowiem można coś naprawiać, gdy diagnoza brzmi „jest świetnie”? Zjazd delegatów PZKosz, przyznaję byłem jego uczestnikiem, taką diagnozę potwierdził. Prezes mówił o rozwoju koszykówki 3x3, sukcesach kadry koszykarzy, świetnym wyniku finansowym, dużych pieniądzach w koszykówce (PZKosz obraca budżetem rzędu 20 milionów złotych), programach GOSSM i SMOK. Wszystko w różowych barwach. W dyskusji nad sprawozdaniem NIKT nie zabrał głosu. Ktoś powie, że trybuna zjazdowa to nie jest miejsce na merytoryczną dyskusję. Może to prawda, ale gdzie jest takie miejsce? Przez trzy lata kadencji (i poprzednie cztery) PZKosz nie stworzył takiego miejsca, choć Grzegorz Bachański właśnie brak dialogu ze środowiskiem wytykał poprzedniemu Prezesowi – Romanowi Ludwiczukowi. Zmienił się człowiek w Zarządzie odpowiedzialny za współpracę z województwami, Marcina Staniczka zastąpił Zbigniew Błażkowski… a współpracy jak nie było tak nie ma. Jeżeli mnie pamięć nie myli to w tej kadencji nie było ani jednego spotkania z Prezesami Wojewódzkich Związków. Skoro się nie spotykamy i nie rozmawiamy to jak chcemy wypracować wspólny program rozwoju? Ktoś powie przecież byłeś na Zjeździe czemu sam nie zabrałeś głosu? Czemu? Mówiąc żartobliwie, bo nie mam zapotrzebowania na bycie Tarzanem… na bezsensowne wołanie na puszczy. Zdarzało mi się kilkakrotnie mówić z trybuny zjazdowej o rzeczach, które moim zdaniem w polskiej koszykówce trzeba zmienić. Odzew był żaden. O przepraszam, w kuluarach kilka osób poklepało mnie po plecach. Potem te same kilka osób zagłosowało za obecnymi władzami. Gdzie tu sens? Jeżeli nikt nie chce słuchać to po co tracić siły i energię na mówienie? Generalnie to jednak smutne, że tego dialogu nie ma.

Nie rozumiem, czemu boimy się otwarcie przyznać, że mamy problemy. Przykładem jest PLK. Brak sponsora, brak więc środków na funkcjonowanie ligi. Po burzliwej dyskusji ustalono, że wracamy do opłat wpisowego od klubów. Miało być 100 tysięcy stanęło na 60 tysiącach. Pięknie. Jakim budżetem dysponowało PLK w poprzednich sezonach? Było to od 3 do 8 milionów. Bilans za rok poprzedni wykazuje kwotę 7,5 miliona. Teraz będzie to 960 tysięcy od klubów i jakieś może 200 tysięcy z innych źródeł. Sam Zarząd Ligi – Panowie Marcin Widomski i Grzegorz Bachański – to roczny koszt lekko licząc 400 tysięcy, licencja do PZKosz – 800 tysięcy, koszty transmisji telewizyjnych miesięcznie około 100-200 tysięcy. Jakim cudem ma na to wystarczyć nieco ponad milion złotych? Trzeba usiąść z klubami, powiedzieć szczerze jaka jest sytuacja, ustalić co liga jako liga ma robić, ile to będzie kosztować i podzielić te koszty na uczestników rozgrywek. Przecież to jest jak handel. Nie można sprzedawać towaru poniżej kosztów, to musi skończyć się katastrofą. Wiem, zaraz usłyszę, że PZKosz powinien wziąć się do roboty i załatwić sponsora. Może i powinien, ale to nie jest takie proste. Nie zmienia to jednak faktu, że sponsora nie ma a pieniądze na działalność są potrzebne skądś je trzeba wziąć. W tym przypadku trzeba je wziąć od uczestników rozgrywek tak jak we wszystkich innych rozgrywkach prowadzonych przez PZKosz.

Można by jeszcze długo mówić o tym co jest a co powinno być. Z jednej strony reformowanie PZKosz to praca dla Herkulesa, i doprawdy trudno znaleźć osoby, które wiedzą, jak to zrobić i chciałyby się tego podjąć, z drugiej strony bez tej reformy ciężko sobie wyobrazić rozwój koszykówki w Polsce. Krytykować łatwo, ciężej coś zrobić i to nawet w jakiejś małej skali. Drobnym optymizmem napawać może fakt, że gdy ponad dziesięć lat temu, z nieodżałowanym Wojtkiem Pietkiewiczem robiliśmy pierwszy Mecz Gwiazd POZKosz była to jedyna tego typu impreza w Polsce. Dziś podobne zakończenia sezonu robi już kilka Wojewódzkich Związków. Czyli można coś zmienić! Może to będzie ten malutki kamyczek, który zapoczątkuje lawinę…

© KOSZYKARSKI ANTYBLOG
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci