Menu

KOSZYKARSKI ANTYBLOG

słoneczne myśli o polskiej koszykówce w ogóle i koszykówce dziewcząt w szczególności

Gadanie trzy po trzy

antyblog3

Znów muszę zacząć od skargi na Facebooka. Pora chyba odlajkować strony innych federacji, bo wpędzają mnie one w depresję. Zostawię nasze profile: PZKosz, PLK i koniecznie KoszKadra. Tu wiadomości niewiele, ale prawie wszystkie optymistyczne ;). Dość już defetyzmu sianego przez Serbów, Łotyszy, Litwinów, Hiszpanów, Rosjan, Francuzów a nawet Greków i Ukraińców (o USA Basketball to nawet nie wspomnę). Wszyscy odnoszą sukcesy, wdrażają programy rozwojowe, szkolą młodzież, organizują wielkie eventy. My, głównie deklaratywnie, też mamy się świetnie.

Grzegorz Zieliński zganił za defetyzm Marcina Gortata. W emocjonalnym wpisie na Facebooku Grzegorz twierdzi, że PZKosz działa i to prężnie, a nowe programy SMOK i GOSSM zapewnią nam świetlaną przyszłość. Wiem, że Grzegorz pracował przez sporo lat dla PZKosz, a z jednego z chwalonych programów otrzymuje wynagrodzenie, daleki jestem jednak od tego by go za to ganić. Mimo wszystko nie podzielam jego optymizmu (tak zresztą jak pesymizmu Marcina Gortata). Świat nie jest czarno-biały i nigdy nie jest tak źle by nie mogło być gorzej. Polskiej koszykówce nie wystarczy jednak, że nie jest tragicznie! My nie jesteśmy liderem wyścigu tylko outsiderem. Gonimy siatkówkę, gonimy piłkę ręczną, gonimy inne kraje europejskie. By kogoś dogonić nie wystarczy biec jego tempem, trzeba biec szybciej lub pobiec na skróty. My biegniemy za naszymi rywalami, biegniemy wolniej i cieszymy się, że nie stoimy w miejscu!

Programy SMOK i GOSSM to kalka programów funkcjonujących w siatkówce i piłce ręcznej. Robimy więc to co nasi konkurencie, tylko oni na znacznie większą skalę. My oczywiście mówimy, że robimy to lepiej, ale efekty są widoczne dla każdego kto interesuje się sportem. SMOK i GOSSM to kropla w morzu potrzeb, Grzegorz mówi o wielkim zasięgu tych programów, ale one szkolą mniej dzieci niż Basketbola Skola Riga, więcej one szkolą mniej osób niż Egurrola Dance Studio. Wiele go życzenia pozostawia też dobór szkolonych w GOSSM osób, dość powiedzieć, że w kadrze U16 kobiet na 30 zawodniczek 6 jest szkolonych w GOSSM.

Grzegorz wychwala wcześniejsze rozpoczynanie pracy z kadrami. Jest to chyba urzędowy optymizm, sam chyba to widział niedawno w Kownie, gdzie nasza kadra wystąpiła bez czterech czołowych zawodniczek… bo są one równocześnie w starszej kadrze. Optymizm urzędowy i słabo poparty faktami, bo wprawdzie szkolona w ten sposób kadra U16 kobiet wykaraskała się wreszcie z Dywizji B, ale szkolona tak samo kadra męska do Dywizji B właśnie spadła. Zdaję sobie sprawę, że trenerzy kadry popierają tę zmianę, każdy chce mieć jak najwięcej czasu na pracę, warto jednak zobaczyć, że mało która z czołowych federacji w Europie tak czyni. Wczesna selekcja powoduje, że szkolimy często innych graczy niż Ci którzy docelowo grają na imprezie głównej, zniechęcamy też graczy, którzy w tej pierwszej selekcji nie znaleźli uznania w oczach selekcjonerów kadry. Wczesna selekcja zawęża podstawę naszej piramidy, zamiast ją poszerzać. Znowu więc niby coś robimy, ale czy to daje pozytywne efekty to Bóg raczy wiedzieć.

Nie twierdzę, że PZKosz nic nie robi. Zresztą jak ktoś mi kiedyś wytknął „wszyscy jesteśmy PZKosz-em”. Staram się więc uczestniczyć w każdym możliwym gremium, gdzie mogę wpływać na to, jaką drogą podąża polska koszykówka. Razi mnie jednak optymizm wielu ludzi związanych z PZKosz. Może Marcin Gortat przesadził nieco z krytyką, ale od głaskania się po główkach nic jeszcze nigdy nie stało się lepsze. Wolę więc pesymizm Gortata niż optymizm Zielińskiego. Bo wszystko co robimy to ciągle zbyt mało. Widzimy co się dzieje z żeńską koszykówką, niegdyś walcząca w czołówce Europy, dziś jest totalnie zmarginalizowana i pod przywództwem Todora Mołłowa wyraźnie zmierza tam, gdzie znajduje się koszykówka z ojczyzny naszego „trenera”.

Przesypiamy wielką szansę jaką jest 3x3. Wprawdzie z trybuny zjazdowej Prezes Bachański stwierdził, że PZKosz „stawia na 3x3”, ale nijak nie mogę dostrzec potwierdzenia w praktyce tych słów. Wbrew pozorom nie chodzi mi wcale o świeżo przegrane kwalifikacje do Mistrzostw Europy kobiet i mężczyzn. Jak wszyscy wiemy to tylko sport i zawsze można przegrać choć wykonało się znakomitą pracę i wygrać choć zrobiło się wszystko źle w przygotowaniach. Mimo to oczywiście wyniki naszych kadr są symptomatyczne. PZKosz tak „stawia” na 3x3, że do tej pory nie zgłosił dyscypliny, która za chwilę będzie w programie Igrzysk, do systemu współzawodnictwa dzieci i młodzieży. Nie rozgrywa w 3x3 młodzieżowych Mistrzostw Polski (ostatnie były rozgrywane jeszcze, gdy odpowiadał za to Streetball Polska). Koszykówka 3x3 to była nasza szansa na powrót czasów Adidas Streetball. By mogło to mieć miejsce potrzebni są ludzie wywodzący się z koszykówki ulicznej i wielkie imprezy gromadzące setki drużyn. My na czele stawiamy Mirosława Noculaka – emerytowanego szkoleniowca, z którym wyraźnie PZKosz nie wie co zrobić. Pan Mirek twierdzi oczywiście, że tylko on wie co trzeba zrobić by odnosić sukcesy w 3x3. Według Mirka problemem oczywiście są pieniądze, gdyby było ich więcej, więcej przygotowań, obozów, konsultacji to wyniki byłyby lepsze. Pozwolę sobie z tym nie zgodzić dając za przykład sukcesy R8 (dawne Urbancity.pl) zrobione za prywatne pieniądze i bez wielkich akcji szkoleniowych. Można? Można! Polskie, przepraszam PZKoszowskie 3x3 to jedna wielka prowizorka. Co roku całkowita zmiana koncepcji. W zeszłym roku skład wybierał Pan Mirek, teraz zrobiono turniej kwalifikacyjny… szkoda, że jeden i akurat w terminie, gdy nasza najlepsza ekipa grała za granicą. PZKosz szczyci się wysokim miejscem w rankingu 3x3, ale miejsce to zawdzięczamy wszystkim tylko nie PZKosz. Sztandarowa impreza Związku 3x3 Quest straciło tytularnego sponsora, rozgrywane jest w dziwnych miejscach i przy znikomej popularności. Wprawdzie w Toruniu było teraz prawie 50 ekip, ale na pierwszym turnieju w Koninie zaledwie 17 (sic!). Dla porównania powiem, że na każdej z dwóch robionych przez nas imprezach z cyklu FIBA Tour za każdym razem było ponad 100 drużyn.

Koszykówka 3x3 to masowość i klimat. Osobą odpowiedzialną za 3x3 w PZKosz powinien być ktoś kto czuje ten sport, śledzi na bieżąco imprezy, zna środowisko. Wiem, że pieniędzy nie ma zbyt wiele, ale środowisko 3x3 jest przyzwyczajone do samodzielności. Większość naszych czołowych ekip gra za prywatne pieniądze i sama sobie wszystko organizuje. Można by więc stworzyć trzy lub cztery Teamy Polska, można by pokryć im część kosztów, można by skonfrontować je trzy / cztery razy w roku by na imprezę główną pojechali najlepsi. Te 3-4 ekipy zdobywały by międzynarodowe doświadczenie i mogłyby się płynnie zastępować lub uzupełniać. Koszykówka kobiet to jeszcze większa prowizorka, po kilku niepowodzeniach pod wodzą Bartka Słomińskiego kadra trafiła do AZS Uniwersytet Gdański… Czemu tu? Bo ktoś kogoś spotkał na kawie… Serio! Tu sytuacja jest gorsza, bo brak tu silnych drużyn rywalizujących stale w Europie. Mimo to jest sporo dziewczyn, które z tą odmianą basketu chcą wiązać swoją sportową przygodę. Warto to wykorzystać zamiast stawiać na graczy, dla których ważniejsze są rozgrywki pierwszej ligi kobiet. Znów chce podkreślić, że nie mam pretensji do naszych reprezentantek za brak awansu. Ja po prostu uważam, że w kadrze powinni grać najlepsi a nie Ci co przypadkowo dostali szansę. Kuriozalne były chociażby przygotowania naszej kadry, która „przecierała” się w turniejach w Wejherowie (bardziej Streetball niż 3x3) i Koninie (cztery drużyny i przepaść w stosunku do kadry). Działając tak chaotycznie i bez dalekosiężnego planu za chwilę pożegnamy się z czołowymi miejscami w rankingu. Teraz gdy 3x3 znalazło się w programie Igrzysk większość silnych Federacji weźmie się za tę dyscyplinę i w mgnieniu oka zepchnie nas w dół.

Wiem napisałem kolejny pesymistyczny tekst, doprawdy trudno mi wykrzesać z siebie optymizm, gdy widzę, że wszystko co robimy to zbyt mało, zbyt wolno, zbyt chaotycznie. Od razu podkreślam, ja też nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania i nie wiem jaki program rozwoju należy wdrożyć. Wiem jednak, że jesteśmy olbrzymim krajem z niezłą infrastrukturą i dobrymi predyspozycjami do gier zespołowych. Wiem, że jest w naszym kraju wiele osób, które wykonują znakomitą pracę i potrafią osiągać sukcesy. Wiem też, że nikt nie chce tych osób odnaleźć i spytać o radę. Nikt nie chce szerokiej dyskusji o tym co i jak robić. Nikt nie chce się nawet przyznać, że taka dyskusja jest potrzebna. Łatwo jest pomstować na PZKosz, ale od tego nic nie stanie się lepsze. Wszystkim narzekającym polecam analizę co dzieje się niżej. Przecież PZKosz jest emanacją tego co dzieje się na dole. Przecież tych ludzi pośrednio lub bezpośrednio wybieramy my wszyscy pracujący w koszykówce. Gdy więc kolejny raz zalej nas krew patrząc na wynika naszych narodowych reprezentacji zadajmy sobie pytanie, czy ja sam zrobiłem wszystko by w polskiej koszykówce było lepiej…  jeżeli nie to zacznijmy zmiany od siebie…

 

© KOSZYKARSKI ANTYBLOG
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci