Menu

KOSZYKARSKI ANTYBLOG

słoneczne myśli o polskiej koszykówce w ogóle i koszykówce dziewcząt w szczególności

Leczenie zdrowego człowieka

antyblog3

Polska koszykówka nie narzeka na nadmiar sukcesów, natomiast ilość sporów i złośliwości jest na godnym podziwu poziomie. Pierwszy kij w mrowisko włożył Marcin Gortat, po drastycznej wypowiedzi o PZKosz dołożył jeszcze krytyczną ocenę kadry seniorów w wywiadzie dla TVP. W odpowiedzi runęła lawina ocen. Najbardziej bawią mnie osoby związane z PZKosz (formalnie lub nieformalnie), które natychmiast zaczęły dyskredytować Gortata i to co robi. Doszło nawet do lingwistycznego sporu czy Camp Gortata to camp czy nie camp :). Zabawne jest to o tyle, że część z tych Panów jeszcze niedawno wynosiła Marcina pod niebiosa i chętnie wspierała wszystkie jego przedsięwzięcia. W dyskusji o campach i szkołach (czy szkoły Gortata szkolą czy nie) zaczęły pojawiać się piękne odniesienia do innych przedsięwzięć świadczące o dość wątłej wiedzy dyskutantów. Jako przykład świetnych campów pojawiły się takie przedsięwzięcia jak Festiwal w Koszalinie czy Basket Camp w Wałczu. Nie chcę oceniać tych wydarzeń, bo cenią każdy przejaw popularyzacji koszykówki, ale jeżeli to mają być punkty odniesienia to mamy prawdziwy problem. Fajne jest też to, że o szkoleniu raczą się wypowiadać Panowie, którzy sami nigdy nikogo nie szkolili, a i szkoleni byli raczej krótko, jeżeli w ogóle ;).

Kolejna dyskusja wybuchła przy kolejnym już rozszerzeniu rozgrywek PLK. Znów pojawiły się cudowne wytłumaczenia jak to powiększanie ekstraklasy ma zbawienny wpływ na rozwój koszykówki. Nie ma! Doprawdy dziwaczne jest to budowanie piramidy od czubka… Rozbudowujemy rozgrywki ligowe tłumacząc, że bez tych szyldów (ekstraklasa, 1 liga, 2 liga) samorządy nie dadzą pieniędzy na koszykówkę. Na koszykówkę seniorską, rzecz jasna. Może i dobrze by nie dawały? Czy mamy świadomość, że w wielu miastach dotacja na zespół ligowy zabiera środki na szkolenie młodzieży? Rozbudowujemy rozgrywki ligowe, wprowadzamy limity Polaków, a zupełnie nie martwimy się o to by było ich skąd brać! PZKosz nie ma ŻADNEGO projektu zwiększającego liczbę dzieciaków grających w koszykówkę. Wszystkie nasze projekty skierowane są jedynie do tych co w koszykówce już są.

PZKosz głośno chwali się programami SMOK i GOSSM. Pisałem już o tym w poprzednim wpisie. Musimy mieć świadomość, że dzięki tym programom NIKT się w polskiej koszykówce nie pojawił. NIKT! Ani trener, ani zawodnik, ani ośrodek! Nie oznacza to, że programy te są zbędne, one po prostu nie rozwiązują naszego głównego problemu. Niestety wiele osób w polskiej koszykówce jest przekonanych, że drogą do rozwoju jest jak najlepsze szkolenie wąskiej grupy graczy o reprezentacyjnym potencjale. Ci sami ludzie wierzą, że sukces reprezentacji rozwiąże wszystkie nasze problemy. Jaki sukces? Co będzie sukcesem? Jaki będzie jego skutek? Piłka ręczna dowodzi, że sukces reprezentacji (sukces o jakim my nawet pomarzyć nie możemy) niczego na dole piramidy nie zmienia. Nawet jak pojawią się dzięki temu dzieciaki chcące grać w koszykówkę to dokąd pójdą? Gdzie podejmą treningi? Kluby młodzieżowe są nieliczne, w dużej mierze związane ze szkołami, co powoduje, że dołączenie do ich treningów jest praktycznie niemożliwe. Kilka telefonów, kilka nieudanych prób podjęcia treningów i zapał minie. Taki będzie efekt sukcesu kadry. Być może sukces kadry pomoże „złapać” sponsora, choć tu też uważam, że łatwiej będzie o niego, gdy koszykówkę będzie uprawiać więcej osób. Popularność dyscypliny, jej masowość, to naturalna baza dla sponsora.

PZKosz twierdzi, że propagowanie koszykówki to nie jest rola PZKosz. Czyja więc to jest rola? Wojewódzkich Związków, klubów… kogo? Znów ten „zły” Facebook pokazuje, że federacje Serbii, Litwy, Słowacji, Ukrainy, Rosji, Francji, Hiszpanii a nawet USA mają na ten temat inne zdanie. Jak to robić? Tu można obrać różne drogi, pewnie najlepiej byłoby gdybyśmy zaczęli o tym rozmawiać i razem szukać rozwiązania. Moim zdaniem warto zacząć od propagowania koszykówki młodzieżowej w mediach społecznościowych. Znakomitym przykładem by choćby filmik MKK Basket Koszalin (https://www.youtube.com/watch?v=oEfmrcgA4DY). Więcej materiałów o młodych graczach, o młodzieżowych Mistrzostwach Polski, pokazywanie naszych gwiazd i pokazywanie skąd się wzięli. Warto pokazać pierwszych trenerów i kluby, w których zaczynali karierę Koszarek, Waczyński, Ponitka, Zamojski i inni (Slaughtera możemy sobie odpuścić). Mamy XXI wiek zrobienie takich materiałów nie wymaga już milionowych nakładów (o ile konkursu nie wygra taka jedna zaprzyjaźniona firma). Twórzmy więcej materiałów szkoleniowych dla najniższego poziomu, popatrzmy jak robi to chociażby USA Basketball. Stwórzmy pakiety startowe (sprzęt i materiały szkoleniowe) dla nowych klubów, dajmy im pakiety promocyjne (niższe opłaty rozgrywkowe i rejestracyjne) i pomoc w założeniu klubu. Skoordynujmy i promujmy akcje które robią różne podmioty, jak chociażby Basket Szkolny – Trefla Sopot. Pewnie można więcej i jest jeszcze wiele sposobów, rozmawiajmy o tym i słuchajmy ludzi.

Kolejna fala dyskusji wybuchła po ogłoszeniu, że PLK nie wypłaci nagród za poprzedni sezon. Z jednej strony rozumiem, że PLK jest w fatalnej sytuacji finansowej a z pustego to i Salomon nie naleje, z drugiej strony sposób komunikacji zaistniałej sytuacji jest co najmniej niezbyt udany. Podczas niedawnego Walnego Zebrania delegaci otrzymali sprawozdanie z działalności PLK napisane przez Marcina Widomskiego a w nim ani słowa o problemach. Nie jestem tego w stanie zrozumieć. Najpierw zaklinamy rzeczywistość, twierdzimy, że wszystko jest znakomicie, a potem mamy pretensję, że nasze kryzysowe działania nie znajdują zrozumienia.

I tu dochodzimy do kolejnego ważnego elementu – komunikacja i budowa wizerunku. Polski Związek Koszykówki powinien prowadzić szkolenia jak tego nie robić. Wielu kibiców podaje przykład piłki nożnej, jak prezes Boniek uzdrowił dyscyplinę. Nie sądzę by Zbigniew Boniek zmienił tak wiele jak niektórzy myślą, ale trzeba przyznać, że w sferze PR i wizerunku dokonała się olbrzymia rewolucja – i wystarczyło! PZPN zamiast zmagać się z krytyką ze wszystkich stron, mógł wreszcie zająć się spokojnie swoją pracą. PZKosz też tego potrzebuje. Potrzebuje pilnie zmiany wizerunku. Obawiam się jednak, że w obecnej konfiguracji personalnej nie ma na to szans. Adam Romański przekonuje jak uporządkowana i przemyślana jest strategia PZKosz dotycząca rozbudowy PLK. Mam na ten temat inne zdanie, ale załóżmy, że jest tak jak Adam pisze. Czemu tego nie mówimy na zewnątrz. Czemu nie rozmawiamy z mediami, z kibicami ze środowiskiem. Opowiadanie wyświechtanych frazesów i uprawiane propagandy sukcesu nie zastąpi rzetelnej komunikacji. Kto nie wie o czym mówię, niech poczyta wypowiedzi Grzegorza Bachańskiego w ostatnim materiale w Przeglądzie Sportowym. Postawa „my ciężko pracujemy i wszystko robimy wspaniale” nie zachęca do wspierania polskiej koszykówki.

Przykładem świetnego PR polskiej koszykówki był też wyjazd Marcina Widomskiego na ligę letnią do USA. Pomijam kompromitujący identyfikator PRESS :), ale czego w USA szukał Prezes PLK – spółki w fatalnej sytuacji finansowej. Sponsora? Sam Taylor nie mógł tam pojechać? Baliśmy się, że się zgubi? PLK i PZKosz nie mają za dobrych wyników finansowych i taki wyjazd (dość kosztowny) jest raczej zbędny. W dodatku jest wręcz fatalny wizerunkowo w kontekście podanego chwilę później komunikatu o zaniechaniu wypłaty nagród. Może się mylę, ale na znaczną część nagrody za brązowy medal pewnie by starczyło.

Jaka jest długofalowa strategia Polskiego Związku Koszykówki. Ta którą kiedyś ogłoszono zakładała awans do IO 2016 więc chyba się zdezaktualizowała. Jest nowa? Gdzie ją można znaleźć? Czy znów zakłada ona po prostu awans do wszystkich najważniejszych imprez a tam walkę o medale? Czy w strategii tej znajduje się coś o koszykówce młodzieżowej, 3x3 (na którą oczywiście stawiamy), promowaniu koszykówki? Czemu nie powiemy głośno, mamy problemy! Czemu obiecujemy gruszki na wierzbie? Czy naprawdę, jeżeli nasza kadra odniesie sukces na najbliższych Mistrzostwach Europy to oznacza, że w polskiej koszykówce wszystko jest super?

Przecież naprawa polskiej koszykówki to proces na lata. Potrzebujemy menadżerów zdolnych budować młodzieżowe kluby, potrzebujemy osób od PR na każdym szczeblu, potrzebujemy nowoczesnych narzędzi do komunikacji. Tego nie da się zrobić w ułamku sekundy. Na to wszystko potrzeba czasu. Czemu o tym nie mówimy. Prezes Bachański stwierdził kiedyś, że największym problemem polskiej koszykówki są trenerzy. Pomijam trafność tej tezy, ale czy coś z tym zrobiono? Co zmieniono w procesie ich kształcenia? Przecież wciąż robią to Ci sami ludzie, którzy kształcili poprzednie pokolenia. Niby stworzono nowy system kursów, ale czy ich program tak bardzo odbiega od poprzedniego systemu? Nadal trenerzy zjeżdżają na jedną centralną konferencję, w której zmieniają się tylko wykładowcy. To jest właśnie problem polskiej koszykówki. Nie jest tak jak piszą kibice w necie „leśne dziadki z PZKosz”, „ciepłe posadki”, „ruszcie tyłki”. Nie jest tak, że nikt nic nie robi. Robi się sporo, problem w tym, że nie przygotowaliśmy rzetelnej analizy punktu, w którym jesteśmy. Nie postawiliśmy diagnozy i nie wyznaczyliśmy kierunków zmian. Co za tym idzie, nie możemy opracować programu leczenia, skoro nie ma choroby. Nasze działania są chaotyczne. Nie robimy tego co trzeba tylko próbujemy uzasadnić to co robimy. Dorabiamy filozofię do faktów. Potrzebujemy wieloletniej koncepcji rozwoju i konsekwencji w jej realizacji. Dbałości o dół a nie o czubek piramidy. Tylko po co nam ta koncepcja, skoro wszystko idzie doskonale?

© KOSZYKARSKI ANTYBLOG
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci