Menu

KOSZYKARSKI ANTYBLOG

słoneczne myśli o polskiej koszykówce w ogóle i koszykówce dziewcząt w szczególności

Okiem pesymisty

antyblog3

Porażka z Grecją zakończyła dla polskiej reprezentacji Eurobasket 2017. Internet kipiał od ocen, analiz i opinii. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie, od natychmiastowego wyrzucania wszystkich winnych, po tradycyjne nasze „nic się nie stało, Polacy nic się nie stało”. Nie warto chyba w tym miejscu kolejny raz analizować czy Mike Taylor to dobry trener i czy ktoś zagrał lepiej czy gorzej. Warto natomiast spojrzeć głębiej i tam poszukać przyczyn takiej a nie innej gry kadry Polski.

Większość kibiców, którzy dziś krytykują grę reprezentacji narodowej ma dość blade pojęcie o strukturze polskiego basketu. Oczywiście zawsze można posłużyć się wyświechtanymi frazesami w stylu „leśne dziadki z PZKosz”, „odegrać świnie od koryta”, „mamy słabych trenerów”, „trenerzy wolą wygrywać niż szkolić” i wiele, wiele innych. Może warto, gdy chce się realnie oceniać polską koszykówkę, zadać sobie trud poznania spodu tej góry lodowej.

Wiele głosów krytykuje PZKosz. Sam na temat działalności Związku mam bardzo krytyczne zdanie. Od wielu lat, mimo zmieniających się prezesów, jest bardzo podobnie. Skąd więc się biorą władze PZKosz? Statut jest jasny, władze Związku wybiera Walne Zebranie Delegatów. Biorą w nim udział przedstawiciele Wojewódzkich Związków oraz klubów ekstraklasy. Większość mają Wojewódzkie Związki, władze tych wybierane są przez ich członków czyli kluby w nich zrzeszone. W większości przypadków Prezesami WZKosz są to te same osoby od lat. W większości przypadków są to byli sędziowie lub obecni komisarze. By nie być gołosłownym na 16 wojewódzkich związków dwunastoma zarządzają obecni komisarze, dziesięcioma – byli sędziowie. Wybierają ich oczywiście przedstawiciele klubów, bo sędziowie, jako tacy, głosu na wyborach nie mają. Ciągle słychać larum, że polską koszykówką rządzą sędziowie, ale to my sami do tego doprowadzamy. Byli zawodnicy, trenerzy nie garną się do pracy w WZKosz, a co za tym idzie ich wpływ na wybory w PZKosz jest mniejszy. W ogóle na dole koszykarskiej piramidy nie ma wielu chętnych do pracy. Śmieszą mnie więc te opinie, że ktoś tu jest przyspawany do stołków, nie jest, bo nie musi. Brak chętnych by podsiąść.

Dołowi piramidy boleśnie brakuje pieniędzy, ale też managerów, ludzi którzy potrafiliby działalność klubów młodzieżowych czy Związków przenieść na inny, wyższy poziom. Przy ogólnym braku pieniędzy, każdy orze jak może. Ten zrobi coś fajnego, tamten też, ale większość trwa w szarości, bo nie ma czasu na działanie, po prostu walczy o przeżycie. Wkurza mnie obciążanie odpowiedzialnością trenerów młodzieżowych, którzy nie dość, że muszą szkolić dzieci to muszą też walczyć o halę, o pieniądze, o transport na najbliższy mecz… Muszą szukać i namawiać dzieci, których ciągle jest za mało. Być może dlatego nie angażują się w działalność WZKosz, bo nie bardzo mają na to czas. Przydaliby się ludzie, którzy by odciążyli ich od tych zadań, niestety takich ludzi brak. W polskiej koszykówce nikt nie szkoli takich ludzi, nie próbuje ich znaleźć.

Wiele mówimy o braku w strukturach polskiej koszykówki byłych zawodników. To prawda jesteśmy powoli niechlubnym wyjątkiem na mapie europejskich federacji. W Zarządzie mamy dwóch byłych zawodników, ale grali oni w baaaaaaaardzo odległych czasach. Nie potrafimy znaleźć miejsca dla byłych graczy, a przecież piłka nożna najlepiej pokazuje jak można to zrobić. Nie od razu muszą oni być prezesami czy dyrektorami. Nic jednak nie robimy by szukać dla nich miejsca w koszykówce. W efekcie oni czują się odrzuceni, a my nie możemy czerpać korzyści z ich doświadczenia i rozpoznawalności. W wielu zagranicznych federacjach to właśnie byłe gwiazdy towarzyszą reprezentacjom młodzieżowym, biorą udział w akcjach promocyjnych, są rzecznikami Związku. U nas brak pomysłu na podtrzymanie związku z koszykówką dla kończących karierę graczy.

Kolejnym problemem polskiej koszykówki jest „chciejstwo” i lukrowanie rzeczywistości. Gdy już zbiorą się Ci, co o przyszłości polskiego basketu stanowią, to zaczyna się okłamywanie samych siebie. PZKosz ciągle mówi jak to jest dobrze i będzie jeszcze lepiej. Na kolejnych zjazdach dyskusji jest coraz mniej, a na tych którzy próbują zwrócić uwagę na problemy patrzy się krzywo. Dominuje atmosfera samozadowolenia. Rozumiem taki przekaz na zewnątrz, ale wewnątrz potrzebna jest realna ocena. Kolejne porażki młodzieży tuszuje się frazesem „zwycięstwa w koszykówce młodzieżowej nie są najważniejsze”. Sami siebie oszukujemy, że możemy odbudować koszykówkę mając wszystkie kadry młodzieżowe męskie w dywizji B. Podkreślamy, że wreszcie stale awansujemy do Mistrzostw Europy seniorów, zapominamy, że przy 24-drużynowej formule to przestał być sukces. O tragicznym upadku koszykówki żeńskiej wolimy milczeć. Tworzymy sztuczne przepisy, które mają zastąpić naturalną walkę o miejsce na boisku. Potem się dziwimy, że nasi koszykarze przegrywają końcówkę za końcówką, gdy całe życie fundujemy im „przyzwolenie na porażkę”. Ciągle dmuchamy balonik, a gdy pęka, przekonujemy wszystkich, że nic się nie stało. W tym samym zdaniu potrafimy powiedzieć, że sukces reprezentacji jest najważniejszy i że jego brak to nie problem. Oszukujemy się na każdej płaszczyźnie i jak ognia unikamy merytorycznej dyskusji. Dla wielu członków Zarządu ważniejsze jest by jakiś turniej młodzieżowy organizował ich klub czy trenerem kadry był trener z ich terenu niż ogólne dobro i rozwój polskiej koszykówki.

Taka jest polska koszykówka. Każdy, i ten na górze i ten na dole, myśli o końcu swojego nosa. Bardzo niewielu potrafi wznieść się ponad własne interesy i pomyśleć o tym co jest dobre dla polskiej koszykówki. Każdy ciągnie w swoją stronę i jak wyrwie coś dla siebie to jest zadowolony. O reformach mówią głównie Ci co obecnie nie są przy władzy, ale jak tylko do niej dojdą zapomną o swoich postulatach. Tak było z ideą „Nowy PZKosz”, która wyniosła do władzy Grzegorza Bachańskiego. Miało być pięknie, demokratycznie. Miałą być decentralizacja, pluralizm i transparentność. Jest jak było. Znów na Ciołka wszystko wiedzą lepiej. Znów najważniejszy jest interes tych co są u władzy. Skończyła się chęć słuchania. Od wielu lat postuluję o spotkania, jak najszersze, na których można by wymienić się doświadczeniami, zobaczyć jak to robią inni. PZKosz nie jest zainteresowany stworzeniem takiej platformy wymiany pomysłów. W cenie jest bylejakość. Nie potrafimy zrobić gali by podsumować rok, nagrodzić tych którzy coś dla dobra polskiej koszykówki zrobili, nie potrafimy zorganizować młodzieżowych Mistrzostw Polski tak by były przeżyciem dla ich uczestników.

Wiem, wiem brak pieniędzy… ale jak powiedział pomorski klasyk „brak pieniędzy, żaden wstyd tylko cholerna niedogodność”. Jeżeli stać nas na wyjazd Prezesa PLK do USA to może i na inne działania można znaleźć pieniądze. Nie da się wyjąć nie wkładając to stara zasada biznesu.  PZKosz ciągle roi o wielkim sponsorze, który rozwiążę wszystkie nasze problemy. Dopóki go nie ma to może warto szukać małych, od choćby dla każdej kadry młodzieżowej, dla każdej imprezy centralnej. Ziarnko do ziarnka, przecież ktoś niby w PZKosz za to odpowiada.

O kulejącym PR związku już kiedyś mówiłem. Projekt KoszKadra wydawał się całkiem fajny. Cyfry są jednak bezwzględne… KoszKadra 7985 polubień, PZKosz – 12,8 tysiąca, PLK – 29,8, niestety to znacznie mniej niż Polski Handball – 57,4 tysiąca, Polska Siatkówka – 359,8 tysiąca o piłce nożnej nawet nie wspominam. Podobnie jest na Twitterze, KoszKadra 1829 obserwujących, Polska Siatkówka 16 tysięcy, Handball Polska 5750. O kanale na YouTube nie wspominam, bo on w zasadzie nie istnieje. Co robimy źle, że tak fatalnie wypadamy w tym najbardziej dziś nośnym medium…

Naszym wielkim problemem jest popularność. Brakuje dzieciaków chcących grać w koszykówkę, kibiców, ludzi zainteresowanych naszym sportem. Niewielka popularność determinuje brak zainteresowania sponsorów. Od lat PZKosz twierdzi, że to nie jest ich problem… to czyj? Kto ma budować popularność koszykówki jak nie PZKosz? Warto może popatrzeć jak odbudowywano koszykówkę w Hiszpanii przed erą braci Gasol, jak budowano pozycję koszykówki w Niemczech, jak wiele dla utrzymania pozycji robią federacje Serbii, Turcji czy Włoch. To wszystko inicjowały narodowe federacje. Przeraża mnie jak widzę, jak pracownicy PZKosz (czy też osoby z nim utożsamiane) wdają się na Twitterze w połajanki pod adresem ludzi, którzy coś próbują robić… Może nie robią tego doskonale, ale robią! Szanujmy to! Jasne, że łatwiej budować w oparciu o sukces sportowy, ale to nie jest jedyna droga. Patrzmy na Finów, oni zaczynali od zera. Nigdy nie mieli wielkiego sukcesu a mają dziś silną reprezentację, modę na koszykówkę i coraz lepszych graczy. Na nich powinniśmy się wzorować.

By coś zmieniać, by coś poprawiać potrzebna jest świadomość stanu faktycznego. Polska koszykówka tego nie ma. Seniorki przegrywają awans do ME, słyszymy, że odmładzanie, budowanie, że za rok za dwa to ho ho, i co z tego, że przegrywamy z Belgią, która ma równie młodą kadrę co m. Seniorzy przegrywają i znów słyszymy, że taki mamy potencjał, że już za dwa lata… kurcze FIBA robi teraz ME co cztery lat… i super, już za cztery lata to ho ho. Nasze kadry 3x3 ponoszą porażkę za porażką pod wodzą Pana Noculaka (przy okazji gratulacje dla naszych juniorek – czwartych w ME), ale to nic „my stawiamy na 3x3”. Nasze kadry młodzieżowe grają słabiej – nie to jest najważniejsze. Obniżyliśmy początek szkolenia centralnego, stworzyliśmy SMOK i GOSSM, ciągniemy pomysł z SMS – analiza? Po co? To nasze pomysły i one są super! Nie ma wyników? I co z tego? Jak przyjdzie sukces to pokaże, że idziemy w słuszną stronę… jak będą porażki to nie będziemy się nimi zrażać.

Wiem, jestem pesymistą. Pewnie gdzieś tam jest jakieś światełko w tunelu, pewnie są jakieś powody do optymizmu. Ciągle kilka tysięcy dzieciaków biega za pomarańczową piłką, może jest wśród nich jakiś polski Markkanen lub Doncić. Może trafi się ziarno ślepej kurze. Może uda się nam tego talentu nie zmarnować i wreszcie będziemy mieli ten nasz wymarzony sukces… a, że przypadkiem, że niezasłużony? Dorobimy do tego odpowiednią legendę, w tym jesteśmy naprawdę dobrzy :).

 

© KOSZYKARSKI ANTYBLOG
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci